Mój dziadek z Dywizjonu 304

Z okazji 90-lecia odnajdujemy lotnicze historie również wśród rodzin naszych pracowników. Historia spisana przez Witolda Witowskiego, opowiada o wojennych losach dziadka, lotnika VI Pułku Lotniczego we Lwowie i Dywizjonu 304 im. Ziemi Śląskiej Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Zapraszamy do lektury!

Witek, nie ruszaj się, bo poplamisz cały garnitur! – usłyszałem głos Kariny (koleżanki z pracy) i otworzyłem oczy: zobaczyłem wzorek na podłogowej wykładzinie w holu hotelowym w Kamieniu Pomorskim. Razem z portierem omotali mi głowę jakimś ręcznikiem i powiedzieli, że mogą wstać – o dziwo, bez żadnych problemów wstałem i zobaczyłem kałużę mojej krwi w poprzek całego przejścia. Przypomniał mi się obraz żyrandola przed wejściem do hotelu dyndającego na wietrze – to ów wiatr od morza zerwał znad wejścia kawal tynku wraz z gzymsem – prosto nad moją głową.

Pojechaliśmy do szpitala – niby mi nic nie było, ale wszyscy się uparli, że jak dostałem w łeb i zniszczyłem wykładzinę w korytarzu, to muszę za karę jechać do szpitala. Po szczegółowych badaniach poza niewielkim otarciem na czubku głowy nie miałem żadnych śladów! Nawet guza! Gdyby nie świadkowie, nikt by nie uwierzył, że to moja krew.

Spisaliśmy tylko protokół dla ubezpieczalni, że ok. 15.25 owego dnia wiatr zerwał gzyms prosto na moją głowę.

Po kilkunastu godzinach za kółkiem wróciłem do domu. Ela powiedziała mi, że odebrała godzinę wcześniej telefon: zmarł Dziadek. Wczoraj, 20 po trzeciej.

Edmund Marian Witowski, mój Dziadek, zmarł w Londynie, gdzie mieszkał od wojny (był lotnikiem w 304 dywizjonie). Nikt z Rodziny ponoć nie wie, jak go teraz sprowadzić do Charzewic. Ela załatwiła formalności w ciągu tej godziny, kiedy na mnie czekała, mnie pozostało pojechać wraz z ekipą do przewozu zwłok i sprowadzić Go do domu.

W Londynie poszedłem na policję, żeby ich poinformować o zamiarze zabrania rzeczy z domu Dziadka. Doradzili mi wynajęcie kancelarii prawnej, żeby od razu zacząć porządkować wszystkie formalności. Z książki telefonicznej znalazłem kancelarię w centrum dzielnicy, zadzwoniłem. Powiedziałem, że dzwonię w sprawie p. Witowskiego i chciałbym się umówić na spotkanie możliwie pilnie. Sekretarka w kancelarii potwierdziła: „w sprawie Pana Witowskiego, dzisiaj za półtorej godziny, o 11 a.m.

Taksówka podwiozła mnie pod dom, w której mieściła się kancelaria. Na spotkanie wyszła miła Pani solicytor (prawnik zajmujący się sprawami cywilnymi). „Mr Witowski? Myślałem, że jest Pan nieco starszy!” Widząc moją zdziwioną minę dodała: „byliśmy umówieni na dzisiaj w sprawie likwidacji pańskich londyńskich spraw i przeprowadzki do Polski – Mr Edmund Witowski, nieprawdaż?”

Dziadek – Edmund Marian Witowski był zawodowym wojskowym. Przed wojną służył w VI Pułku Lotniczym we Lwowie jako szef brygady mechaników i pilot – oblatywacz.

Edmund Witowski_1
Fot. 1. Godło VI Pułku Lotniczego we Lwowie – Gapa trzymająca w dziobie herb Lwowa

Na przepustki przyjeżdżał w rodzinne strony – to zapewne wtedy zrobiono w Rozwadowie zdjęcie Dziadka – jeszcze w stopniu kaprala.

Fot. 2. Dziadek kpr. zaw. Edmund Witowski – na zdjęciu z prawej. Rozwadów, początek lat 30. XX w.
Fot. 2. Dziadek kpr. zaw. Edmund Witowski – na zdjęciu z prawej.
Rozwadów, początek lat 30. XX w.

Służba w VI Pułku była zaszczytna, ale niebezpieczna. Wielu Kolegów Dziadka na zawsze zostało na lwowskiej ziemi:

Fot. 3.
Fot. 3.
Fot. 4.
Fot. 4.

Wyruszył na wojnę 1 września 1939 r. Babcia Józia i ich syn – tata Tadeusz, który miał wtedy półtora roku, wyjechali ze Lwowa 17 września, w przeddzień wkroczenia wojsk sowieckich.

Fot. 5. Dziadek Edek i tata Tadek, Lwów 1939 r.
Fot. 5. Dziadek Edek i tata Tadek, Lwów 1939 r.

Po utracie samolotów personel VI PL udał się zgodnie z rozkazami do Rumunii, gdzie miały czekać kupione przed wojną w Anglii samoloty. Dziadek dotarł do Rumunii. Samolotów nie było, żołnierze zostali internowani, ale wymykali się pojedynczo i grupami aby przez Morze Śródziemne dotrzeć do Francji, gdzie pod dowództwem gen. Sikorskiego formowało się Wojsko Polskie. Dziadek jeszcze z Rumunii wysłał kartkę na do Babci Józi na adres Jej Rodziców – do rodzinnych Charzewic.

Fot. 6.
Fot. 6.

Żołnierska droga z obozu internowania w Rumunii do formujących się we Francji oddziałów Wojska Polskiego wiodła niemal dookoła Morza Śródziemnego.

Fot. 7. W cywilnym ubraniu, jako „uchodźcy wojenni” w obozie przejściowym w Syrii, 15 stycznia 1940 r. Dziadek – pierwszy z prawej.
Fot. 7. W cywilnym ubraniu, jako „uchodźcy wojenni” w obozie przejściowym w Syrii, 15 stycznia 1940 r. Dziadek – pierwszy z prawej.

Po dotarciu do Francji został wysłany do Anglii, gdzie formował się Dywizjon 304, dzięki czemu nie brał udziału w kampanii francuskiej 1940 r.

Fot. 8. 304 Dywizjon Bombowy "Ziemi Śląskiej im. Ks. Józefa Poniatowskiego".
Fot. 8. 304 Dywizjon Bombowy „Ziemi Śląskiej im. Ks. Józefa Poniatowskiego”.

Warunki służby w Dywizjonie podczas wojny były trudne – mieszkańcy północnej Anglii i Szkocji nie żyli wówczas w dostatku:

Fot. 9. Szkocja, 1943 r. Dziadek pierwszy z lewej.
Fot. 9. Szkocja, 1943 r. Dziadek pierwszy z lewej.

Dzięki doskonałemu wyszkoleniu ze Szkoły Mechaników Lotniczych w Bydgoszczy Dziadek utrzymał w RAF przedwojenny stopień sierżanta i mechanika lotniczego.

Fot. 10.
Fot. 10.

 Od 1942 roku Dywizjon 304 Ziemi Śląskiej im Księcia Józefa Poniatowskiego został przeniesiony do Lotnictwa Obrony Wybrzeża (Coastal Command). Załogi rozpoczęły latać na samotne, wielogodzinne patrole nad Północny Atlantyk i Biskaje.

Dziadek brał również udział w lotach jako strzelec i mechanik pokładowy.

Między kolejkami lotów załogi szkoliły się w bazach w obsłudze nowych typów samolotów.

Szkolenie na tzw. fittera – mechanika odpowiedzialnego za montaż i regulację całego samolotu – trwał ponad pół roku:

Fot. 11. Dziadek siedzi drugi z prawej.
Fot. 11. Dziadek siedzi drugi z prawej.
Fot. 12. Odręczna notatka Dziadka na odwrocie zdjęcia.
Fot. 12. Odręczna notatka Dziadka na odwrocie zdjęcia.
Fot. 13.
Fot. 13.

W publikowanych po wojnie opracowaniach (to zdjęcie przedstawia załogę Wellingtona dowodzonego przez Władysława Kisielewskiego, Dziadek pierwszy z lewej) umieszczano jedynie nazwiska osób zmarłych – osoby żyjące lub ich rodziny mogły być represjonowane przez władze PRL z tego powodu, że rodzice lub dziadkowie służyli w czasie wojny w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie.

Dziadek za swoją służbę otrzymał polski Medal Lotniczy (nadany przez Rząd Polski na uchodźctwie) oraz brytyjskie odznaczenia – War Medal oraz Defence Medal.

Fot. 14. Medal Lotniczy.
Fot. 14. Medal Lotniczy.

 

Fot. 15. British War Medal 1939 – 1945, awers i rewers.
Fot. 15. British War Medal 1939 – 1945, awers i rewers.
Fot. 16. British Defence Medal.
Fot. 16. British Defence Medal.

 

Jako przedwojenny zawodowy wojskowy – i na dodatek z tzw. „kresów”, które po wojnie nie znalazły się w granicach Polski – nie mógł wrócić do domu! Wszyscy jego koledzy, którzy zdecydowali się na powrót do kraju, zostali zamordowani lub wywiezieni na Sybir.

Dziadkowi proponowano stanowisko instruktora w Imperial Flight School. Musiał by jednak zrzec się polskiego obywatelstwa, gdyż w brytyjskiej armii mogą służyć tylko obywatele Królestwa. Dziadek stwierdził jednak, że nie po to przez 6 lat walczył o Ojczyznę, żeby po wojnie się jej wyrzekać!

Polskie dywizjony zostały rozwiązane, a żołnierze zwolnieni „do cywila”. Bardzo wielu oficerów i prostych żołnierzy znalazło się w tragicznym położeniu: bez zawodu (oficerowie – zawodowi wojskowi, nie mieli „cywilnej” profesji – na przykład piloci, wielu żołnierzy opuściło Polskę jako nastolatkowie, dorastali w wojsku i na frontach), ze słabą znajomością języka, byli traktowani jako niechciani i niepotrzebni. Nikt nie pamiętał ich wojennych zasług, życia kolegów, którzy zginęli w obronie Królestwa w Bitwie o Anglię i Bitwie o Atlantyk. Wielu – pomimo obaw – zdecydowali się na powrót do Polski. Inni emigrowali dalej – do Kanady, Ameryki, Australii.

Dziadek był w nieco lepszym położeniu – był mechanikiem z wieloletnim doświadczeniem! Bezpośrednio po demobilizacji rozpoczął studia w college’u (były specjalne kursy dla weteranów wojennych) i wkrótce uzyskał angielski dyplom. Dzięki temu znalazł pracę i przez wiele lat pracował w firmie serwisującej urządzenia pomiarowe – taksometry, wodomierze, gazomierze. Po pracy naprawiał sąsiadom wszelakie urządzenia.

Do Polski wrócić nie mógł – jego przedwojenny paszport został unieważniony, nowy – wydany przez Rząd Londyński – nie był honorowany przez władze w Polsce Ludowej.

Przez cały czas pomagał Babci i Tacie Tadkowi. Miał na to „swoje sposoby”: nie mogąc przesyłać nawet skromnych sum, wysyłał rzeczy, które Tata mógł sprzedać i dzięki temu mieć pieniądze na utrzymanie i na studia – nikogo nie dziwiło, że Tata – student AWF – dostał od swojego Ojca rakietę tenisową.

Pierwszy raz Dziadek mógł przyjechać do Polski w 1971 roku, po wydarzeniach grudniowych i złagodzeniu stosunku władz PRL do wojennej emigracji.

Fot. 17. Dziadek w Charzewicach (Sandomierska 7 – potem nr zmieniono na 11) lata 70. XX wieku.
Fot. 17. Dziadek w Charzewicach (Sandomierska 7 – potem nr zmieniono na 11) lata 70. XX wieku.

Do Lwowa nigdy już nie dotarł. Zmarł w Londynie w 1996 r. Dzięki uporowi Rodziców spoczął na cmentarzu rodzinnej parafii w Rozwadowie, obok Prababci Katarzyny.

Fot. 18.
Fot. 18.